Error

unnamed

Parę dni temu wróciłam z Gdynia Design Days. Był to mój pierwszy raz, kiedy to udałam się nad morze, by wziąć udział w tym wydarzeniu. Trochę daleko mi było z Krakowa, jednak to jedno z niewielu wydarzeń odbywających się w Polsce, w których jeszcze nie uczestniczyłam. Tegoroczna edycja zatytułowana została „Error”. Nie opowiem Wam wiele o targach, wystawach czy konferencji, jak to dotychczas miałam w zwyczaju. Zainspirowana jednak moim pobytem nad morzem chciałam Wam nakreślić historię paru errorów w moim życiu…

„Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10 000 błędnych rozwiązań” – Thomas Edison, Wynalazca i Biznesman

Mojego bloga założyłam ponad 4 lata temu. W kwietniu 2014 roku. To szmat czasu. Początki były piękne. Prawie codziennie siadałam z zapałem do komputera, by pisać, dla siebie, dla innych. O tym co robię, co mnie nakręca, pobudza do działania, o nowych rozwiązaniach, zasadach projektowania. Zamieszczałam na blogu relacje z wydarzeń. Mój blog patronował wielu ważnym wnętrzarskim eventom. Otrzymał też parę nagród… Ale potem nastąpił error. Już nie jeden raz miałam wrócić do systematycznych wpisów, bo przecież projektowaniem i designem zajmuję się cały czas. Od października 2014 roku prowadzę własną firmę i od tego czasu dzieje się! Oj dzieje! Cały czas. Zaczynam i kończę nowe projekty, jeżdżę na targi, zwiedzam polskie i zagraniczne fabryki produkujące przepiękne płytki, ceramikę, armaturę, meble… Sporo tego jest. Cały czas tworzę, szkolę się, zdobywam nowe doświadczenia, poznaję nowych ludzi, popełniam nowe błędy….

Miałam fantastyczny pomysł, żeby napisać serię wpisów dotyczących wykańczania mojego mieszkania i wiecie co? Poległam. Zabrakło mi energii, siły i wiary. Moment finalizacji prac wykończeniowych w moim nowym mieszkaniu zbiegł się z finałem mojej sprawy rozwodowej, w której musiałam stoczyć walkę o własny dom, o dziecko i o siebie. Nie było łatwo. 2,5 roku walki. Ciągłego stresu, napięcia. Niepewności. Trudnych decyzji. Bolesnych. Kosztownych. Przy tym wszystkim starałam się ochronić moją córeczkę, żeby nie stało się jej nic złego. To była prawdziwa walka o przetrwanie. Równocześnie cały czas przyjmowałam nowe zlecenia, realizowałam nowe projekty. W tym całym chaosie starałam się zachować świeży i kreatywny umysł, choć czasami jedyne co mi przychodziło do głowy to chęć płakania, krzyczenia ze zmęczenia lub w ogóle nie wstawania z łóżka. Nie zrobiłam sobie jednak ani jednego dnia przerwy. Nie rzuciłam pracy. Walczyłam cały czas, by być teraz tam, gdzie jestem. Gdyby nie to wszystko, co mnie spotkało w ostatnich latach pewnie byłabym gdzieś dalej… może zrobiłabym kilka kroków więcej, bardziej bym rozwinęła firmę, napisała więcej artykułów… a może wręcz przeciwnie. Nie miałabym takiej motywacji by walczyć…

Nie opisałam Wam mojej przygody z TVNem, kiedy to mogłam wypowiedzieć się jako ekspert, nie zrelacjonowałam Wam tego, jak pisałam nowe publikacje. Nie zrobiłam relacji z tegorocznych Targów w Mediolanie, z wyjazdu do fabryki płytek wielkoformatowych Inalco w Hiszpanii, czy do fabryki Florim we Włoszech. A to wszystko miało miejsce. Miałam okazję zwiedzić fabrykę Eeggera w Niemczech oraz Boen na Litwie. Rozpoczęłam współpracę z nowymi wykonawcami. Wiele się nauczyłam o nowych materiałach i rozwiązaniach. Wielokrotnie mogłam służyć radą młodszym kolegom z branży czy to podczas wykładów czy to w prywatnej korespondencji. To wszystko jest, istnieje, nie zginęło i nie przepadło.

Moje mieszkanie też istnieje. 4 tygodnie przeprowadziłam się tu z Zuzią. Mieszkamy sobie. Z jedną patelnią, jednym garnkiem, bez szafy, bez stołu i bez sofy. Po drodze pojawiło się kila errorów, chociażby taki, że śpię sobie teraz na niebieskim łóżku, które miało być żółte, nad lustrem w łazience są pięknie wywiercone otwory w suficie zamiast zwieszanej lampy, mój okap w kuchni musiał zostać ucięty o połowę, a podłoga (ta podłoga wymarzona i wytęskniona) jest pokryta pięknymi plamami z kleju. Ale to nic. W życiu pojawiają się takie sytuacje, z którymi należy się zmierzyć. Nie wszystko pójdzie po naszej myśli. Czy to planując wakacje, czy przyszłość, czy prace remontowe w mieszkaniu. Najważniejsze to nigdy się nie poddać. Znaleźć wyjście z trudnych sytuacji. Nie raz przypominają się mi historie klientów czy to moich czy moich znajomych lamentujących nad krzywo zamontowaną szafką, odstającą listwą przypodłogową, zarysowaniem na blacie. Pocieszam, przyjmuję i wysłuchuję, ale… czy naprawdę to jest takie ważne? Owszem, wydaliście tysiące złotych na Wasze piękne domy, chcieliście, żeby były dopieszczone, dopracowane w każdym detalu. Wręcz idealne. Ja ze swojej strony chciałabym również, żeby tak było. Żeby projekt, który ode mnie odbieracie w pełni Was satysfakcjonował, żeby było Was stać na najlepsze materiały, a do pracy wykończeniowych przychodzili najwyższej klasy specjaliści montujący Wasze drogocenne baterie w białych rękawiczkach… ale w życiu tak nie jest. Pojawiają się errory, na które nie mamy wpływu. I z tym należy się pogodzić.  I to też od Was zależy, czy docenicie to co macie, czy skupicie się na tej jednej nic nie znaczącej rysie…

 

PS. Zdjęcia z mojego mieszkania może zamieszczę kiedyś na blogu… może… kiedyś… bo jednak wątpię, że będę celebrować każdą dokupioną do niego świeczkę, każdy detal który uda się mi dopracować… jeśli się uda. Najważniejsze dla mnie jest to, że mam nowy dom i nowe życie, które przyjmuję takim jakie jest. Z wdzięcznością.

 

PS. 2. Potrzebuję solidnego kopa w tyłek, żeby znów zacząć pisać! Będę wdzięczna za każdy komentarz, który mnie do tego zmotywuje :)

 

Maria Podobińska

cropped-proste_wnetrze_logo-011.jpg

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *