Moje życie. Prawdziwa historia

20160614_164423

Dziś byłam na szkoleniu w Salonie Kler w Krakowie współorganizowanym wraz z salonem Dekorian. Widziałam piękne meble, lampy, tapety…

Serio?! Chyba jednak po tak długiej przerwie nie napiszę Wam nic tak prostego i banalnego. Wiele miesięcy nie mogłam zabrać się za napisanie czegokolwiek. Nie, nie skończyła się mi ani motywacja, ani pomysły… W pewnym sensie skończyło się moje życie. Wszystko się zawaliło i poprzewracało do góry nogami….

„Maryśka! Nie pisz nic na fb o swoim prywatnym życiu! Ludzie Cię znają, obserwują, nie zrozumieją tego! Klienci to przeczytają, ludzie z którymi współpracujesz. Zaszkodzisz sobie!” – powiedziała mi moja przyjaciółka. Czy ją posłucham? Nie! Dlaczego? Bo mój blog to mój kawałek podłogi, podłogi, której teraz nie posiadam… To coś co wielokrotnie mnie motywowało do pisania, działania, poszerzania swojej wiedzy, edukowania siebie, edukowania innych, przekazywania informacji o istotnych dla mnie wartościach… Jeśli go czytaliście to wiecie, że nie samymi wnętrzami człowiek żyje…

Na początku roku wystąpiłam o rozwód. Miało pójść szybko i bezboleśnie… Niestety życie napisało mi inny scenariusz. Straciłam dom. Straciłam swoje miejsce do pracy. Nie wiem, jak to w ogóle możliwe. Na razie w tych kwestiach jestem bezsilna. Wiecie, że polskie prawo nie chroni kobiety? Że polskie prawo zostawia ją bezsilną z dzieckiem bez pomocy? Bez domu, bez wsparcia, bez ratunku. Wiecie, że nic nie mogę zrobić, a wszelkie podejmowane przeze mnie kroki by odzyskać swój dom są bezcelowe? Że nie mogę zapewnić mojej kochanej córeczce tego, co bym chciała – własnego przytulnego kąta, miejsca do zabawy, do nauki i do pracy? Jedyne co mogę to czekać… tylko ile? Tego nie wie nikt…

O ironio! A ja codziennie prawie urządzam przytulne pokoiki dla małych klientów. Wkładam w to ogrom serca, bo to moje ulubione wnętrza i najwdzięczniejsi odbiorcy. Nie, nie poddałam się. Pracuję cały czas*, ile sił w głowie, rękach płucach. Projektuję wymarzone kuchnie, łazienki, pokoje. Jeśli zaglądacie na fb to wiecie, bo wrzucam na bieżąco nowe projekty. Jest ich naprawdę dużo i wierzę w to, że są coraz lepsze. Współpracuję z kilkoma osobami, które pomagają mi tworzyć Proste Wnętrze… Nie jestem sama. Rozwijamy się, uczymy się nowych rzeczy, budujemy zespół, a ja ciągle zdobywam nowe umiejętności i szukam pomysłów, jak to wszystko ogarnąć. To całkiem niezła szkoła życia, dla kogoś kto założył firmę niecałe dwa lata temu.

I projektuję tak sobie te wymarzone przestrzenie i przytulne gniazdka a sama od wielu miesięcy nie mam swojej kuchni. Nie mam wanny, w której po męczącym dniu mogę odpocząć. Nie mam swojego łóżka. Nie mam swojej szafy, swoich ubrań. Nie mam swoich materiałów do pracy. Mam jedną walizkę ubrań i laptopa. Chwilowo mam się gdzie podziać, bo ktoś mi pomógł…

Mam jeszcze jedno. Swój umysł. To wszystko co w nim skryte, co przelewam na karty projektów. Moją wiarę w to, że los się odmieni i stworzę nowy dom. Od zera. Prawie od zera, bo mam największy i najwspanialszy skarb – cudowną Zuzię, która daje mi sił każdego dnia, by wstać z łóżka i zrobić coś fajnego – dla niej, dla siebie i dla innych.

 

To nie koniec…

 

Uzupełnienia i przypisy

*  – pracuję cały czas nie oznacza, że pracuję non stop, tylko nieprzerwanie, bez poddawania się i rezygnacji, bo oczywiście sporą część czasu zajmuję się moją kochaną Zuzią i innymi rzeczami

Po co ta gwiazdka? Bo każde moje słowo użyte w tym poście i w pozostałych innych zostanie wykorzystane przeciwko mnie. Bo ktoś napisał w pozwie rozwodowym, że jestem złą matką, złą kobietą, że mój blog mówi tylko o jednym – jaki szalony i hulaszczy tryb życia prowadzę, opowiada o imprezach branżowych (czytaj balangach), przedstawia moje fotografie w objęciach obcych mężczyzn. Jest dowodem mojej nielojalności. Mojego pracoholizmu. Bo ktoś będzie to czytał i każda moja obecność na targach czy festiwalach wnętrz zostanie odnotowana jako czas, gdy zaniedbuję i nie zajmuję się dzieckiem… Bo kobieta nie może mieć pasji, nie może nic tworzyć, być dla kogoś wzorem…

Rozumienie dlaczego nie napisałam nic od dłuższego czasu? Przede mną kilka lat walki o wolność i o nowe lepsze życie… Nie jest łatwo. Prawdopodobnie nie wrzucę tu na bloga żadnych lukrowanych zdjęć, siebie rozanielonej i radosnej, swoich stóp na tle luksusowej pościeli delektującą się kawką w designerskim wnętrzu mojego domu… Ale będę pisać. Tak często, jak tylko będę znajdować na to czas. O wielu rzeczach związanych z wnętrzami, z rozwojem osobistym, z budowaniem firmy **. Po co to wszystko?

 

…dla innych kobiet… odważnych bardziej i mniej, tych dzielnych, które dążą do realizacji swoich marzeń i tych zamkniętych w domach, którym nie wolno wyjść… ***

Dla kobiet, które nie mają siły by odważyć się na coś swojego, coś własnego, by zrobić coś dla siebie… śnijcie o tym, marzcie i wierzcie, że nadejdzie taki dzień, że tak właśnie się stanie. Życie macie tylko jedno. Bądźcie silne i podnoście się z kolan, za każdym razem, gdy ktoś lub coś będzie chciało Was położyć na ziemię i przygnieść kamieniem.

Piszę dla przyjaciół.

Nie boję się wrogów, bo jesteście mi obojętni….

O tych pięknych tapetach napiszę Wam jutro. Dobranoc.

 

Marysia

 

** – to już na pewno zostanie wykorzystane przeciwko mnie..

*** – mamy 21. wiek, a wiele kobiet więzionych jest we własnych domach, przetrzymywanych tam nie siłą, lecz manipulacją

6 Comments

  • Aga pisze:

    Kochana, bardzo się cieszę, że po tylu miesiącach nieobecności napisałaś tak piękny, wzruszający i motywujący post dla wielu kobiet:) Marysiu widzę, że jesteś coraz silniejsza:) Tak trzymaj! Tulę Ciebie i Malutką:) Aga

  • Agata pisze:

    Marysiu!
    Śledzę Twojego bloga od pewnego czasu, bardzo podobają mi się Twoje pomysły, nie ukrywam że trochę przenoszę je do własnego domu. Twój ostatni post jest dla mnie szczególny, bo w sumie jestem twoją dalszą ex-rodziną. Nie wnikam w szczegóły, bo ich nie znam, ale pamiętaj, nie jesteś złą matka, kobietą, żoną (niepotrzebne skreślić) tylko dlatego że masz własne marzenia i ambicje. Są ludzie, o których byś się nie spodziewała że doceniają to co robisz i Ci kibicują. Cieszę się że mimo wszystko się nie poddajesz i konsekwentnie dążysz do celu który sobie wyznaczyłaś – to zasługuje na najwyższy szacunek. Resztą się nie przejmuj, to co złe minie. Pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *