Och mój blogu ukochany

Święta, Święta i po Świętach. Tak jak obiecałam sobie od soboty do poniedziałku nie włączyłam nawet komputera. Jestem z siebie ogromnie dumna! a zarazem ogromnie przerażona, bo prawdopodobieństwo, że uda się mi zrobić wszystko, co mam do zrobienia przed wyjazdem do Mediolanu maleje z sekundy na sekundę. W mojej głowie pojawiają się kolejne pomysły na posty, ale cóż, brakuje mi czasu. A może to dobrze?

Tak, to dobrze. To oznacza, że w końcu mam pracę, dużo pracy! Tyle pracy, że moje moce przerobowe powoli przestają ogarniać sytuację! Nareszcie po pół roku poszukiwania, pozycjonowania, katalogowania pojawiło się kilka zleceń! Nie, żebym do tej pory nie miała co robić, wiecie, że tak nie było, ale tym razem już nie wiem, w co mam ręce włożyć. Tradycyjnie już, gdy sytuacja się zaostrza mój mąż zostaje wysłany w delegację (nie ma go do piątku),  a moja córka ma nasilenie buntu dwulatka. Wczoraj chociażby, gdy postanowiłam, że będę pracować całą noc, obudziła się o drugiej w nocy z wielkim płaczem i nie było wyjścia – Mała musiała zostać przygarnięta do mojego łóżka, a komputer siłą rzeczy zgaszony… To może mało designerskie jest, ale coraz częściej targają mną wyrzuty sumienia, że poświęcam swojej rodzinie, przyjaciołom i sobie za mało czasu… ciągle tylko praca, praca i praca. A może tak zawsze jest, gdy się zaczyna prowadzić własną firmę? A może tak będzie już zawsze? Mam nadzieję, że to taka opłata wstępna, którą trzeba ponieść, gdy chce się coś osiągnąć. Oczywiście lubię pracować, ale wiecie, że lubię też biegać, jeździć na rowerze, chodzić na fitness, wyjść czasem na zakupy czy do kina, a te wszystkie czynności po prostu zniknęły z mojego życia jak za dotknięciem magicznej różdżki. O jakiejś miłej kolacji czy kinie z mężem nie wspominam, bo coraz częściej zaczyna przypominać to nieosiąganą sferę marzeń?

Ola Collage napisała dziś na swoim blogu kilka swoich przemyśleń na temat tego, czym różni się bloger wnętrzarski pasjonata od blogera wnętrzarskiego, który zawodowo zajmuje się projektowaniem wnętrz… Myślę, że my na pewno możemy zazdrościć pasjonatom – nie żebyśmy nimi nie byli, ale… czas na prawdę! Nie wyobrażam sobie, że robię sobie zdjęcie z pięknie wyprasowanej pościeli, z elegancko ułożoną filiżanką kawy na stoliczku i z wystylizowaną bułeczką. Nie ma takiej opcji! Nie, nie, to nie to, żebym nie chciała. Ale po prostu rzeczywistość wygląda inaczej. Przede wszystkim znalezienie czasu na wyprasowanie czegokolwiek jest wręcz nieprawdopodobne, leżenie w łóżku i nic nie robienie nie zdarza się od kilku lat, czyli od momentu przyjścia na świat niejakiej Zuzanny, delektowanie się jedzeniem… eee… jak uda się mi czasem zjeść coś w biegu to jest dobrze, ale zdarzają się dni, że wychodzę na spotkanie z klientem, które przedłuża się i nagle przypominam sobie, że opuściłam drugie śniadanie, obiad i podwieczorek. Przyznam się, że wczoraj strasznie mnie to sfrustrowało. W końcu niedługo idzie lato, zawsze robiłam jakieś detoxy, piłam wodę, ćwiczyłam jak oszalała. Forma musiała być! Teraz trudno odciągnąć jest mnie od kubka byle jak zasypanej kawy, trening ostatni był nie wiadomo kiedy, a moim pożywieniem są resztki dziś na przykład ciastka świątecznego i zajęcy wielkanocnych – niestety tych z kady (tak Zuza nazywa czekoladę)… I gdzie tu jakiś lajfstyle? A chyba właśnie tutaj! Bo mogę sobie trochę ponarzekać na swój żywot… Zaraz się mi oberwie, że znowu marudzę, a poza tym w zeszłym tygodniu komentowałam artykuł, który krytykował tak zwane „Matki Polki”, które same sobie zgotowały ten los… Ja walczę z tym, żeby losu Matki Polki nie mieć zgotowanego, ale cóż, prawda jest taka, że się nie da! W pewnym momencie coś gdzieś przestaje działać – nie da się perfekcyjnie wykonywać obowiązków domowych, dbać o rodzinę, o małżeństwo, odnosić sukcesy w pracy, trzymać dietę, ćwiczyć, gotować, świetnie wyglądać i jeszcze nie wiadomo co…

W zasadzie to miałam Wam dzisiaj napisać o HD Surface. Fajna sprawa! Chciałabym móc wykorzystać to kiedyś w jakimś swoim projekcie. Na razie mogę jedynie pochwalić się czymś, nad czym właśnie pracuję. Mini łazienka w niewielkim kawalerskim, a raczej panieńskim mieszkaniu… Czarno-biała. Zawsze mam dylematy, czy pokazywać swoje prace w trakcie ich tworzenia, takie niedopracowane i niedokończone, ale często efekt finalny jest tak czy tak diametralnie zmieniony przez klienta i odbiegają od początkowej wizji, dlatego pokazuję… Projektuję teraz łazienkę… a właściwie to uciekam spać. Jutro trzeba będzie napisać coś poważnego!

Maria Podobińska-Tuleja

cropped-proste_wnetrze_logo-011.jpg

 

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *