Szczypta kultury

IMG-4219

Dzień dobry. Upał straszliwy mamy w kraju. W końcu wakacje są! W zasadzie to można by leżeć i nic nie robić 😉 Niestety nie jest to zawsze takie proste. Sezon budowlany w pełni i w nie wiadomo w co ręce włożyć…

Od dłuższego czasu zastanawiałam się o czym Wam napisać – zaczynam o pogodzie, bo miałam już takie poczucie, że być może wszystkie tematy wnętrzarskie zostały wyczerpane i nie ma już o czym pisać. Czy to jednak możliwe? Chyba nie, bo wciąż blogi wnętrzarskie i różne portale wypełniają się treściami wszelakimi – być może tylko ja straciłam trochę zapału i ochoty… ale jeszcze jest ziarenko nadziei, jeszcze są rzeczy i są ludzie, którzy z pasją wykonują zawód projektanta wnętrz i pokrewne. Wciąż zachwycają mnie piękne rzeczy, wciąż czerpię siłę ze spotkań z ludźmi i właśnie o takich spotkaniach chciałabym Wam napisać. Będzie teraz nieco inaczej – nie o produktach, nie o wydarzeniach. Potraktuję mój blog felietonowo, bo to jest coś co fascynuje mnie ostatnio najbardziej.

Dwa dni temu spotkałam się na lunchu z przedstawicielem handlowym pewnej firmy produkującej wanny. Zadał mi trudne pytanie – co jego firma może zrobić, żeby ułatwić pracę projektantom. Czy może wprowadzić jakieś gadżety? Panoramy, spacery 360 stopni czy też inne technologiczne cuda? Moja odpowiedź była taka – nie! To wszystko jest zbędne i niepotrzebne. Pewnie, że są to fajne gadżety. Technologia poszła do przodu. Możemy przy pomocy gogli wejść do własnego pomieszczenia i odbyć w nim wirtualny spacer. Możemy oglądać perfekcyjnie dopracowane wizualizacje, nad którymi graficy spędzili wiele tysięcy minut, możemy w nieskończoność wpatrywać się w detale na tych wizualizacjach, tylko czy to ma jakiś większy sens? I tak cały efekt będzie zależał od naszej organizacji, od kupienia właściwych materiałów, a potem ostatecznie swoją rękę na naszym domu położy Pan Andrzej albo Pan Mietek i to oni nadadzą ostateczny wymiar naszym domom. Czy zrobią to dobrze? Na pewno nie będzie to zależało od tego, czy ten wirtualny spacer nas zachwycił, czy też czy zainwestowaliśmy dodatkową kasę w te całe gogle czy panoramy 360 stopni. Coraz częściej mam wrażenie, że ludzie poszukują jakichś niesamowitych innowacji (jak dla mnie jest to przeklęte słowo), zapominając o tym co tu i teraz w danym momencie jest ważne. I to dotyczy wszystkich dziedzin naszego życia – nie tylko projektowania wnętrz. To dotyka naszych rodzin, naszych dzieci. Posługujemy się wirtualnym światem, wypychamy nasze pociechy na miliony zajęć dodatkowych, a zapominamy o całej bazie, którą powinna być rozmowa i czas spędzony z drugą osobą. Ze swoim partnerem, ze swoimi rodzicami, z dziećmi, czy nawet ze zwierzęciem domowym. Zwykły zwyczajny czas. Zwykła zwyczajna rozmowa, która zawsze jest niezwykła, bo skupiamy uwagę na czymś, co jest dla nas WAŻNE.

Dla mnie wybranie idealnej wanny to nie oglądnięcie jej w niezwykłej scenerii na monitorze komputera, lecz możliwość przymierzenia jej – tak dokładnie, możliwość spróbowania jak to będzie, gdy potem znajdzie się ona w naszym domu, a my będziemy się w niej kąpać z kieliszkiem wina. Jak to będzie gdy wrzucimy do niej wszystkie zabawki do kąpieli naszego dziecka, a ono zaprosi na noc koleżankę i czy te wszystkie dzieci się tam pomieszczą i będą się dobrze bawić?

Coraz bardziej mam dość tej gonitwy, wyścigu szczurów i poszukiwania rzeczy szybszych, lepszych, tańszych, innowacyjnych, nie wiadomo jakich. Coraz bardziej wolę rzeczy proste, solidne, zwyczajne…

Jestem ciekawa bardzo Waszego zdania, jaki Wy macie pogląd na temat projektowania. Czy powinniśmy iść coraz bardziej w stronę nowych technologii, czy też wrócić do metod najprostszych – kartki papieru, ołówka i rozmowy.

Teraz szczypta kultury, żeby nie było, że piszę tylko o abstrakcjach. Wczoraj udało się mi dotrzeć nareszcie na wystawę, która dziś już zostanie zamknięta – „Z drugiej strony rzeczy” – czyli polski design po 1989 roku. Nie zaskoczyło mnie nic, bo większość tych przedmiotów widziałam już chociażby na Łódź Design Festival, czy na innych wydarzeniach, albo mam je w domu (okazało się, że tak)! Co mnie jednak zachwyciło to niesamowita uniwersalność i prostota formy projektowanych mebli przez polskich projektantów. To są rzeczy, które zachwycają i będą zachwycać za kolejnych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat! I czego ja bym nie zrobiła, żeby mieć u siebie w domu fotel RM58!!!

IMG-4225

Maria Podobińska

cropped-proste_wnetrze_logo-011.jpg

3 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *