Urodziny? Czas na podsumowanie start-upu

7 listopada. Dzień szczególny dla mnie, gdyż to właśnie w tym dniu do mojej metryczki dodaje się kolejna cyferka. W tym roku nie spędziłam jednak swoich urodzin na imprezowaniu, odpoczywaniu czy nicnierobieniu. Zresztą ostatnio nie często się mi to zdarza… a nawet w ogóle? Dlaczego? Pochłonęło mnie życie, moje plany, moja rodzina i codzienne problemy. I o tym Wam chciałam teraz opowiedzieć.

Dostałam wczoraj dużo życzeń urodzinowych, co było bardzo miłe. Dostałam czekoladę belgijską, co było bardzo smaczne. Dzień 7 listopada był jednak dla mnie w tym roku trochę smutny – po raz pierwszy spędziłam go samotnie, bez mojego męża, który dzielnie pracuje teraz w krainie wiecznej ciemności gdzieś na północy. Nie chcę Was jednak teraz zasmucać, wręcz przeciwnie. Będzie to opowieść mobilizacyjna. Opowieść o tym, że można zrobić wszystko, niezależnie od wieku i sytuacji.

Ostatni rok mojego życia był bardzo intensywny… a w zasadzie była to istna rewolucja! Dowiedziałam się, że będąc młodą mamą i idąc na roczny urlop macierzyński nie mam powrotu do pracy, jestem przeciętnym inżynierem i mam okropny charakterek (po raz ostatni cytuję słowa mojego ex-szefa i zapominam o nim na zawsze). Stanęłam przed decyzja co dalej? Szukać nowej pracy – po raz kolejny z resztą zaczynać wszystko od zera? A co będzie z moją Zuzią? Nowa praca to wielogodzinne siedzenie w robocie, długi czas dojazdu, poza tym zmierzyłam się już z byciem bezrobotną i wiem, że znalezienie nowej pracy to nie raz nawet rok poszukiwań! To co robić? Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, że to przecież proste. Proste! Wnętrze. Zawsze chciałam zajmować się wnętrzami… no dobrze, to nie było tak. Ci którzy czytali opowieść „Jak to się wszystko zaczęło…” wiedzą, że bardziej lub mniej świadomie przygotowywałam się do bycia projektantem wnętrz przez całe życie. Teraz jednak powstała decyzja, że założę własną firmę, zajmę się tym na poważnie i wypełni to całe moje życie przynajmniej w tej części zawodowej.

Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Ale jak to? Tak po prostu? Tak. Nie było to wcale takie trudne. I o tym będę chciała Wam opowiedzieć już za niedługo podczas Zaprojektowanych. Teraz Wam tylko napiszę, że najtrudniejsze było… podjęcie decyzji oraz kompletna zmiana sposobu myślenia. Ostatnio spotykam się z wieloma osobami, moimi znajomymi zresztą, które marzą o tym samym, jednak uważają, że nic nie umieją i sobie nie poradzą. Ja też żyłam w takim przeświadczeniu. Będąc młodą dziewczyną dałam sobie wmówić różnym ludziom, że nie jestem wiele warta, że nie znam się na tym czy na tamtym lub że w Polsce nie da się niczego osiągnąć. O nie! Moi drodzy. To nie jest prawda. Nikt nie zna się na wszystkim, to sprawdzony fakt, jednak można być specjalistą w danej dziedzinie, można sobie poradzić, można przynajmniej spróbować. Na pytanie „Jak zacząć?” mogę udzielić Wam tylko jednej odpowiedzi: „Zacząć!”.

Dotacja. Walczyłam dzielnie, pisałam biznes plan, rysowałam modele biznesowe, liczyłam, planowałam… i udało się. Pomimo, że słyszałam, że bez znajomości nikt nie dostanie kasy, że pisanie biznes planu trzeba zlecić komuś innemu, jakiemuś specjaliście. Ale jak to tak? Ktoś inny ma planować mój biznes? Ktoś inny wie, jaki jest mój plan? Nie, nikt tego nie zrobi tylko ja sama. Napisałam. 12 godzin dziennie przez 2 tygodnie non stop przy komputerze. Wcześniej oczywiście wnioski, rozmowy, rankingi, odmowy, kolejne rozmowy i szkolenia. Prawie rok walki! Ale efekt jest! 6 miejsce w rankingu na całą Małopolskę! A co! Pochwalę się 🙂

Łódź Design Festival, konkurs blog design! To dopiero było zaskoczenie. Mój niepozorny blog, który założyłam sama dla siebie, by uporządkować swoją wiedzę, a także dla zwykłych ludzi poszukujących jakiejś wiedzy o urządzaniu przestrzeni okazał się lubiany, czytany i uznany za profesjonalny! I co teraz? Miałam go zlikwidować. To miał być tylko szkic, przeniesiony potem na moją własną domenę! Ale teraz nie mogę. Pokochałam go, włożyłam w niego masę pracy i serca, zrobiłam na nim wiele błędów, wstawiłam miliony niepotrzebnych przecinków (mój znak rozpoznawczy) i jeden błąd ortograficzny, który na szczęście został szybko wychwycony przez życzliwą mi koleżankę 🙂 Co więc dalej będzie  z Prostym Wnętrzem? Jaka decyzja? Od 13 października APP Proste Wnętrze to moja oficjalna firma, której ofertę i wszelkie informacje, a także moje portfolio znajdziecie na www.prostewnetrze.pl. Przygotowałam tam również miejsce na bloga, jednak postanowiłam zamieszczać tam głównie posty zawierające stricte wiedzę architektoniczną i porady, co jak zrobić. Moje opowieści, informacje o wydarzeniach i relacje z targów, konferencji i innych wydarzeń zostawię tutaj, na wordpressie 🙂 Za bardzo go lubię, by po prostu o nim zapomnieć, by zrobić z www.prostewnetrze.wordpress.com zwyczajne archiwum, do którego nikt nie będzie zaglądał. Mam nadzieję, że będziecie mnie odwiedzać na obydwu platformach 🙂

Wywiad z Valerio Mazzei – niezwykła przygoda! Moje pierwsze spotkanie z kimś twarzą w twarz, profesjonalna rozmowa, reportaż, prasowa autoryzacja! Teraz już się tego nie boję.

Kontury. Wrocławskie Targi Sztuki Użytkowej – pierwsze wydarzenie, którego partnerem był mój blog. Wspaniale zorganizowana impreza. Nawet nie wiecie, jak bardzo poczułam się doceniona mogąc wziąć w niej udział (po cichutku liczę na zaproszenie na wiosenną edycję… ).

Moja nowa strona internetowa. Efekt  mogłabym napisać wielotygodniowej współpracy ( ale to nie byłaby do końca prawda, bo owszem włożyłyśmy w to dużo zaangażowania, jednak wszystko poszło niezwykle sprawnie i szybko) z Niną Gregier z Prostych Kresek. Jestem z niej dumna i zadowolona. Mam nadzieję, że Wam również się podoba.

Krakowskie Targi Dobrego Wnętrza – 23 listopada 2014 roku w Starej Zajezdni w Krakowie. O tym Wam będę jeszcze pisać nie raz, bo to bardzo ważne wydarzenie. Mój debiut targowy, tym razem jako wystawca. Gorąco Was zapraszam do odwiedzenia Zajezdni właśnie w tym dniu, do skorzystania z porad wnętrzarskich, do miłego spotkania, a także do udziału w atrakcjach, które szykuję z moimi partnerami :), którymi są  Loftbar oraz Minka.pl.

Co jeszcze? Uczę się nowego programu – Intericada. Efekty będę prezentować już na Targach w Zajezdni – oj łatwo nie będzie – w końcu mam tylko 2 tygodnie, żeby program opanować do perfekcji, zrobić projekty pokazowe i dopiąć wszystko na ostatni guzik, ale…. dla chcącego nic trudnego.

W całym przedsięwzięciu pomaga mi mój mąż Mirek, pomimo, że jest tysiące kilometrów stąd. Jednak wspiera mnie, gdy trzeba to okrzyczy, gdy trzeba to wirtualnie przytuli, potem znowu okrzyczy 😛  Oj nie jest łatwo, być (chwilowo) samotną mamą, rozwijającą firmę. Moja Zuzieńka również pomaga – jest istnym aniołkiem, sprząta po sobie naczynia, wkłada rzeczy do pralki, zbiera okruszki z podłogi i zanosi do kosza na śmieci i przede wszystkim – prawie zawsze – grzecznie chodzi spać, żebym mogła usiąść wieczorem do pracy. Pomaga mi również moja mama przyjeżdżając do mnie co środę, abym mogła choć raz w tygodniu wyjść z domu, pójść na moje zajęcia z Historii Sztuki, odwiedzić wystawy, wysłuchać wykładów. I przede wszystkim moja Kasia, która jest nieocenioną pomocą. Bez niej nic bym nie zrobiła. Doceniam to, że robi znacznie więcej, niż bym od niej oczekiwała… przepraszam, że zostawiam Ci Kasiu brudne naczynia, a ona je dzielnie zmywa, mimo, że przecież to wcale nie jest Twoja broszka 🙂

P1000771

Dziękuję kochani!

Miłego kolejnego roku, życzę wszystkim. Realizujcie swoje marzenia 🙂

Maria Podobińska-Tuleja

cropped-proste_wnetrze_logo-011.jpg

6 komentarzy

  • Marta pisze:

    Bardzo motywujące jest to, co napisałaś. Utrata pracy to czasem błogosławieństwo. Spotkało mnie to samo dokładnie rok temu i wiem, że w końcu mogę zacząć spełniać swoje marzenia i najważniejsze – mam odwagę. Tej odwagi życzę wszystkim, którym się wydaje że za późno, że nie wypali, że coś tam… Gratuluję Ci sukcesu i życzę następnych.

    • prostewnetrze pisze:

      A dziękuję. Ja jestem dopiero na początku drogi, ale ten najtrudniejszy krok zrobiłam…. reszta jakoś się musi potoczyć. A skoro Tobie się też udało, to jest dla mnie nadzieja 😀 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • OlaCollage pisze:

    Marysiu dopinguję Ci już od jakiegoś czasu – naprawde gorąco i trzymam kciuki. Może wreszczcie sie spotkamy w realu bo wybieram sie do Zajezdni 😉 fajnie jest czytać tak motywujące wpisy;) nie jest to łatwa kromka chleba w tym naszym biednym kraju ale takie dzielne babki dają rade, prawda?

    • prostewnetrze pisze:

      A pewnie, że damy radę! Zapraszam Cię do Zajezdni, będzie mi miło 🙂 Jestem pełna podziwu dla Ciebie, że z takim doświadczeniem masz siłę i energię, żeby tworzyć fajne nowe rzeczy! Do zobaczenia na Twoim kursie 😀

  • emi pisze:

    Witam, ja podobnie jak Pani od dziecka interesowałam się aranżacją wnętrz, Jestem mama 2 łobuziaków i po urodzeniu córki poszłam na kurs /po części za swoje/ za pożyczone pieniądze by spełnić swoje marzenie. Kurs na początku wyglądał na sielankę, potem była to po prostu ciężka praca, nie obyło się bez upokorzeń, ale przebrnęłam i cieszę się. Teraz cały czas codziennie siedzę i coś tworzę w domu. Żeby pójść dalej nie mam odwagi, Życzę Pani samych sukcesów i trzymam kciuki za to, iż miała Pani odwagę zmienić swoje życie.

    • prostewnetrze pisze:

      Dziękuję serdecznie 🙂 A może i Pani się odważy, skoro i tak Pani coś tworzy? Może chociaż, żeby się kurs zwrócił.. a potem już pójdzie z górki 😉 Wiem, że łatwo nie jest i człowieka dopadają wątpliwości cały czas, ale przecież mamy jedno życie i trzeba je dobrze przeżyć 🙂 Pozdrawiam serdecznie i życzę odwagi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *